Archiwum
Maj 2011
Czerwiec 2011
Styczeń 2012
Ostatnie wpisy
  • poezja się nie sprzedaje
  • zarobisz na tłumaczeniu...
  • policja to!
  • pozostaną tylko koty
  • Miciński zgwałcon
  • wiersz gościnny, a także ...
  • dystych medyczny w postaci ...
  • handlowe radio erewań
  • Tango z Ellsi (nekrokloezja)
  • o-da-da-do-dy
Tagi
  • akwizytor
  • babesja canis
  • Babeszjoza
  • Białoszewski
  • bin laden
  • biznes
  • chiny
  • delta
  • doda
  • dumping
  • dymanie w kakao
  • dystych
  • gore
  • helmintologia
  • Ja pierdole
  • kapitalizm
  • key account
  • Kielce
  • kino
  • kloezja
  • kocia kompania
  • kolega
  • Konrad T Lewandowski
  • korporacja
  • koty
  • kraków
  • książki
  • Lady Gaga
  • Leśmian
  • literatura
  • Łódź
  • madonna dolorosa
  • Miciński
  • Miłosz
  • Miron Białoszewski
  • mistycyzm
  • mistyk
  • nekro
  • niealfa
  • niebieskie migdały
  • offtopic
  • Omega
  • paciorkowiec
  • palenie
  • papierosy
  • podróż
  • poezja
  • Policja
  • policja to chuje
  • psi
  • radio erewań
  • rho
  • rynek tłumaczeń
  • rytualne grzebanie zmarłych
  • sentymentalny pancio
  • serbski film
  • sol invictus
  • soliter
  • sraty pierdaty
  • srpski film
  • streptococcus
  • Syrena
  • szczur
  • tango z ellsi
  • tłumaczenia
  • torture porn
  • tramwaj
  • Warszawa
  • wieczorne dykteryjki
  • wiosna
  • wypadek
  • zaskoczyła
  • zima
  • żyd tułacz
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter!
zamów newsletter
Markiza wyszła z domu
Kategorie: Wszystkie | bereciki poryte | kloezyja | kminki rzymskie | koty | szczurze smutki
RSS
niedziela, 29 stycznia 2012
poezja się nie sprzedaje

Kolega Pi mi kiedyś powiedział:

- aj beg ju, poezja się w ogóle nie sprzedaje.

 

Zastanawiałem się czemu. Bo za trudna? Bo bez inteligencji, bez klucza, bez pewnego aparatu jednak... To szkieletów ludy?

Że może jakieś znajomości poetyki trzeba. Albo wrażliwości, albo wszystkiego po trochu.

 

Ale teraz. Teraz to tak sobie myślę, że jednak nie.

Poezja po prostu ma za mało wyrazów na stronie. Nawet jak jakiś Miłosz nasra coś trzynastką... To i tak mniej niż by prozą szło.

 

Przecież kapitalizm, kurwa MAĆ, mamy.

 

(znowu czytam Mirona, który mózg stawia w poprzek tramwajowej linii nr 18 na Służewiec)

Tagi: kapitalizm kolega Miłosz Miron Białoszewski poezja
19:57, kairve , kminki rzymskie
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 stycznia 2012
zarobisz na tłumaczeniu...

dzisiaj z kolegą gadaliśmy o rynku tłumaczeń, o tłumaczach, o stawkach i takie tam.

Opowiedziałem mu o moich różnych doświadczeniach na tym polu. Nie jestem zawodowym, czy przysięgłym tłumaczem. Zdarza mi się od czasu do czasu tłumaczyć jakieś teksty i tyle. Gdy pracowałem przez dość długi czas w pewnym portalu komputerowym, wszystkie teksty i wywiady wideo były tłumaczone przeze mnie. Szybko, sprawnie, po godzinach, ale nie narzekam - odsłuch z brytola, który nawet "telly" wymawia jakby właśnie jadł rybę z musem groszkowym to jest coś czego trzeba się nauczyć. I nikt nigdy nie narzekał, więc robiłem to dobrze.

Fajne doświadczenie, troszkę taka detektywistyczna robota to była. Słuchasz wywiadu (pół biedy jak przeprowadzałeś go sam), czasem po 15 razy próbując odsłuchać a potem zgrabnie przełożyć jakieś zdanie. Strasznie to lubię. Ale to angielski - więc wydaje się nam, że każdy zna angielski i każdy przełoży. Zapominamy tylko, że najważniejsza w tłumaczeniu jest znajomość języka ojczystego. No, ale mniejsza.

Czasem, ale naprawdę rzadko teraz, tłumaczę łacinę i grekę (jak ja to mówię, jońsko-attycki). Łacina to betka, bo to cudownie regularny język, gdzie nawet wyjątki od wyjątków (kochana 3. deklinacja) są bardzo ładnie opisane. Problemy miałem naturalnie z Cyceronem, ale bez przesady - jak ktoś potrzebuje tłumaczenia na łacinę, to zazwyczaj w kategorii "Paulo Coelho powiedział".

Starożytna greka sprawia, że czuję się jak jakiś mag, który zapierdala z zaklęciami i wywoła tornado, które zmiecie aktualny rząd z powierzchni ziemi. Ostatnia przygoda to przetłumaczenie z polskiego na starogrecki kilku zdań raptem. Siedziałem całą noc, głównie dlatego, że musiałem znaleźć ze trzy słowniki i pewne zasady gramatyczne. Ale satysfakcja niesamowita.

 

Wrócę tylko do tego angielskiego. Jakiś czas temu, gdy byłem naprawdę zdesperowany z powodu braków finansowych tłumaczyłem pewne rzeczy. Z angielskiego na polski, z polskiego na angielski z tę samą cenę. Za batch 1800 znaków. W ramach "odwrotnej licytacji", Prezes wybierał tego kto da mniej. Gdy wygrywałem, tłumaczyłem coś, na wczoraj, a potem Prezes przesyłał mi kasę ze swojego prywatnego konta.

Obudziłem się pewnego dnia i stwierdziłem, że chyba wolę się czasem położyć spać głodny niż tak nadstawiać dupy.

 

Ciekaw jestem czy gdzieś tam, daleko, ponad tęczą istnieje cywilizowany świat, gdzie pracownik, który udowadnia że jest dobrym tłumaczem czy tekściarzem czy wyjątkowo epicko wywija mopem nie jest ruchany w dupę na każdym kroku.

Tagi: dumping dymanie w kakao rynek tłumaczeń tłumaczenia
11:35, kairve , kminki rzymskie
Link Dodaj komentarz »
policja to!

 - chuje! - mówi z jadem Ke.

- no, ok, czemu? - pytam, kłócić się nie będę.

- słuchaj - odrywa wzrok od laptopa - Idę sobie ulicą taką a śmaką. Jadą w radiowozie...

- ...te chuje - dopowiadam usłużnie.

- no, chuje. No i jadą, bez sygnału, kulturka. Dojeżdżają do skrzyżowania. Włącza się czerwone światło, a...

- ...te chuje - kiwam głową

- te chuje nagle UIUIUIUIUIUIUIU sygnał i lampke, i bęc na czerwonym... a 20 metrów za czerwonym znowu cicho!

rechoczę.

Tagi: Policja policja to chuje Syrena wieczorne dykteryjki
10:06, kairve , bereciki poryte
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 stycznia 2012
pozostaną tylko koty

Pomyślałem, że napiszę, jak Józek pisnął żeby mu koniecznie wody z umywalki dać.

Sentyment mnie zebrał.

 

Ten pęd do kategoryzacji jest straszny. Znaczy - takie kantowskie wciskanie w szufladki. Jak kot to ma zestaw cech taki a taki. Jak pies, to taki a taki. Jak poranna dwójka - znowuż coś innego.

Cztery koty mam w domu. 

Józek (w książeczce ma "umaszczenie typu Batman", ale taki z niego Batman jak z koziej okrężnicy dęta orkiestra) na każdy hałas podrywa się i patrzy jak ze Shreka. Rezydent, w dawnych czasach pojechaliśmy z Warszawy aż do Gliwic po niego. Strasznie wrażliwy, taki boidupiec. Ale też i taki kapral w wojsku - dostaje w dupę od plutonowego, to jak tylko jest szeregowiec - on da mu w dupę. Ostatnio sypia (ulubione zajęcie) na pralce albo przy kaloryferze w łazience. Ale raczej na pralce, bo tam Surik nie wskoczy.

Józka ja wybrałem. Ke pokazała mi dwa zdjęcia. Na jednym był kot, który lekko mrużył oczy i miał wyraz pyszczka "seven days to die". Mówię - ten. No i mamy Józka już trzeci rok chyba.

A dlaczego mamy Józka? A nie wiem. Ale wiem, że ktoś go na pewno straszył, bił, stresował. To jest zwierzak, który dostaje pierdolca przy najmniejszym hałasie.

 

Drugi to Tytus. Ten z Łodzi z kolei. Też w sumie wybrałem, bo dostałem kolejny feed z miau, no i co tu zrobić. Mówię - a ten biało-rudy, taki wielki (klocek go nazwali, wyobrażacie sobie?!). No i dwa dni później Tytek już w domu. Że niby na tymczas. A po tygodniu piszemy, że pancio się zakochał więc koniec dyskusji, zostaje u nas. 

Tytus ledwie wylazł z transporterka, zobaczył zjeżonego Józka. Józek hyta, Tytus podchodzi do niego, tryka łepkiem, po czym idzie ogarniać przez 5 minut pokój, kładzie się na naszym łóżku i zasypia. To jest kot! 

A dlaczego mamy Tytusa? Bo jakiś skurwysyn oddał go, jak Tytus miał 12 lat, do schroniska. Ponoć na pytanie "dlaczego?" odpowiedział, że niepotrzebny mu stary kot.

Tytek od jakiegoś czasu ma mocznicę i zaczyna zwalniać, ale nadal go przytulamy.

 

Narcia. Znaczy w metryce Lori. Ke kiedyś chciała kotkę, co by ustawiła nam męskie towarzystwo. No i pewnego dnia patrzę ja, a w warszawskiej Koterii przez PDT taka piękność bura (tzn. wszystkie są piękności, ale ta szczególnie). Mówię - chodźmy. Bo koniec terminu. Nie wiadomo czy będę mieszkał w Wawie, a Ke z trzema kotami na Grochowie nie wyrobi (a do domu rodzinnego nie mogę). Ale mówię - hush, na tymczas, bo inaczej kotka oswojona, odleczona, wyląduje na ulicy i chujnia z tego będzie a nie pomoc.

Ląduje Narcia na Grochowie. Nazywam ją Narcia, Ke mówi żeby głośno nie mówić, bo na tymczas to ona nadal ma Lori. Ja się upieram, kłócimy się. Narcia - znaczy, Narkolepsja. Dobrze, że zrezygnowałem z Varioli i Babeszji. Uroki mieszkania z weterynarzem.

Narcia pierwszego wieczora - brzuch przy ziemi. Kicha jakby jej za to płacili. Smarki troszkę lecą. Trzepie głową. Standard - kk po wyjściu z klatki. Nie wiem, czy wie co to kuweta, Ke nie ma w domu. Biorę Narcię na ręce i tak sobie noszę po domu. Wkładam ją do kuwety. Wychodzi. Za jakiś czas wraca i nagle wali kupą. Wołam do niej - No, Narcia, jak ty zwalisz!

Włącza swoją kocią syrenę w odpowiedzi. Potem wieczorem zasypia w tej kuwecie. Przenoszę ją na łóżko. Kotów innych nie ma, tylko gorejące oczy z parapetu.

Narcia śpi ciągle. Odsypia stres. Ale kk i świerzb. I hej - wszystkie trzy po jednym dniu już prychają. Ke akurat wyjechała. No to strongmani - zapierdalam z dwoma transporterkami, potem trzecim, tak na raty, codziennie, do gabinetu "Azorek". Dwie cudowne starsze lekarki. Za każdą wizytę płacę dyszkę - bo tymczas, bo kobita weterynarz. No i gadać też umiem i się  uśmiechnę, nie jak jakiś ponury Polak. ;)

W nocy Narcia już sama czasem na łóżko włazi. Ale prycha, kicha, smark leci, piana na pyszczku. Przekręcam się, jak paragraf, przykrywam ją kołdrą i przytulam. Kotka z początku "ale jak to?", ale ciepełko, to wtula mi się i zasypia. Rano już lepiej.

Narcia teraz jest jak kuleczka - pyszczek kociaka, łapki malutkie, ale ciałko hoho, rozmiar xxl. A i tak biega, lata, fruwa, wpierdol kotom wszystkim spuszcza.

A dlaczego mamy Narcię? Tysiąc i jeden bezdomnych kotów...

 

Surik. Surik też z Koterii ale już tak, hm, przez pośrednika. Bo jego tymczasowa wyjeżdża. Surik ma krzywy łeb (Surik I Krzywogłowy). Że od leków albo schorzeń pyszczkowych. Kto tam wie, już po robocie, zawsze taki będzie "O RLY?!". 

Bierem. Gaduła straszny. Pierwsze dni spędzał tylko na krześle, teraz jak Ke przychodzi do domu, wydziera się, że pancia ma natychmiast do wyrka.

Byliśmy z nim i Tytusem w klinice SGGW, na badania krwi (bo o połowę zniżka). O żesz ja pierdolę, kociarze, nie chodźcie do tych rzeźników. To są weterynarze, nie lekarze! ;)

(interludium) 

Wyjmuję Surika. Pod nogami pląta się dwójka niedorobionych praktykantów. Lekarka wygląda jakby za chwilę miała dostać rozległego insultus cerebri... Nie wie gdzie waciki, strzykawki, praktykanci też nie lepsi. W końcu pobiera krew, futro i posoka sikają na stół, normalka.

Prosi o Tytka. Ja tak patrzę wymownie, chrząknę, ktoś zetrze ten upierdolony stół? Durczoka trzeba wołać? Nikt nie reaguje. 

A jakby Surik miał jakiś FIV, FELV czy inne chujstwo?

Lekarze, ich mać. Nie chodźcie do kliniki SGGW, tzn. nie do "internistów". Rzeźnia.

(koniec interludium)

No! A Surik to druga połowa burej mafii. Rude i czarne się chowają, Narcia z Surikiem rządzą w domu. Ale bardziej jakby Surik jednak. Jak piźnie łapą, nie ma przebacz. I podejrzewam, że to chyba najmądrzejszy kot jednak w domu. Znaczy - oprócz Narci, bo to jakby nie podlega dyskusji.

Ale jak mu się patrzy w te ślepia krzywe, w to prawe, bielmem zasnute, to widać, że ten kot ogarnia nie tylko swoją kuwetę.

A dlaczego mamy Surika (tyle czasu)? Coś mi się zdaje, że poprzedni tymczas mało się starał.

***

Galeria mi się zrobiła. Koty to stworzenia, które mają przesrane. Pewnie tak samo jak i psy. Ludzie je napierdalają, a one i tak są nadal zdolne do miłości, w której jedynym interesem jest "daj żreć, się gdzie wysrać i przytul". Psiarze mają taki argument antykoci, że kot to jest stworzenie niezależne, które ma wu igrek jot na panciostwo. Widać, że to psiarz gada, co kota widział co najwyżej na obrazku z kwejka. ;) 

 

Należy im się. Po kilku ładnych wiekach dostawania w dupę powinny wrócić do tego statusu, gdzie nawet kuweta w świątyni jest święta.

Tagi: kocia kompania koty sentymentalny pancio
13:29, kairve , koty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2012
Miciński zgwałcon

coś w psim sercu cicho pęka - 

w dzwon uderza ciemna Groza - 

i protisty dusi ręka - 

to madonna Babeszjoza

Tagi: babesja canis Babeszjoza kloezja madonna dolorosa Miciński
21:01, kairve , kloezyja
Link Dodaj komentarz »
wiersz gościnny, a także kloetyczny

Streptokoki

głupie ćwoki

(autorstwo: Keira)

Tagi: kloezja paciorkowiec poezja streptococcus
20:53, kairve , kloezyja
Link Dodaj komentarz »
dystych medyczny w postaci monorymu

NIE LUBIĘ gdy choruję

a streptokoki to chuje

Tagi: dystych kloezja paciorkowiec poezja streptococcus
20:51, kairve , kloezyja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 stycznia 2012
handlowe radio erewań

Słuchacze pytają: Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.

 

Przez jakąś tam krótką rzeczywistość wędruję jako handlowiec. Troszkę się uczę, troszkę dziwię, bardzo mi szczęka opada. Bycie handlowcem to radio Erewań. Dowiadujesz się tylu cudownych NLP-fraz na szkoleniu, tylu korpogadek, a in the end  jesteś jebanym akwizytorem.

 

Ja: Ty, ja tam nie jestem handlowcem, ale w udanym handlu to chyba powinno chodzić o to, żeby było win-win, żebym i ja jako sprzedawca był zadowolony i klient żeby był zadowolony.

Kolega: No, tak to w teorii powinno działać.

 

A potem idziesz gdzieś tam na jakieś kompletnie inne, acz handlowe szkolenie i słyszysz kurwa w dupę ich mać dokładnie to samo, tyle że się nazwy firm zmieniają i stawki prowizyjne dżizas kurwa ja pierdolę. I poznajesz tysiące prognoz, szafowanie miliardami złotych i milionami klientów a między słowami rynek się wyczerpie w 2-3 lata a konsultantów będzie w chuj i jeszcze fpizdu.

 

Ja: Ty, ja tam nie jestem handlowcem, ale czy nie powinno być na tych szkoleniach biznesowych jak w USA, gdzie pokazują case study i mówią jak NIE robić biznesu?

Kolega: No, tak to w teorii powinno działać.

 

To ja idę na ten dworzec zajebać jakiś rower.

Tagi: akwizytor biznes Ja pierdole key account radio erewań
01:03, kairve , kminki rzymskie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Tango z Ellsi (nekrokloezja)

Ellsi Ellsi w tańcu włosów
kosmyk chwycić w jakiś sposób
palce - chciałbym że Sherlocka
serdle jednak to sromota
wieczne plucie moje w gębę
przez serdelki cierpię mękę
ach! wszak to ci nie przeszkadza

tango w lastrykowych nawach

gdy już milknie akordeon
i świtu wita nas Kreon
my w tańcu wciąż, pędzimy wciąż
z tej teofanii sobie kpiąc

i pog mo thon w kosmos krzyknąć chciałabyś ja to zrobię za oboje rzadki puszczam sik na wrogów naszych grób


Tagi: kloezja nekro poezja tango z ellsi
15:47, kairve , kloezyja
Link Dodaj komentarz »
o-da-da-do-dy

Do!

Dodo ma

między twe uda

Da

żbóg

(a nawet Sol Invictus

obchodzić między pośladkami twemi)

I z soliterem w ustach

gaworzyć

Ga Ga (byle nie Lady)

Szkoda, że helmintologia to termin przestarzały.

Tagi: Białoszewski doda helmintologia kloezja Lady Gaga sol invictus soliter
15:27, kairve , kloezyja
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog